Do diabła z piramidą Maslowa!

Całe dorosłe życie wierzyłam w piramidę Maslowa. Wierzyłam, że mamy podstawowe potrzeby fizjologiczne i bezpieczeństwa, i nabudowujące się na nich potrzeby miłości, przynależności, szacunku, poznawcze, estetyczne, samorealizacji, transcendencji. Teoria potrzeb Maslowa wydawała mi się prosta, i dzięki temu elegancka. Trafnie opisująca ludzką rzeczywistość, więc użyteczna. Możliwa do krytykowania w szczegółach, jednak generalnie prawdziwa, oczywista. Przez dwadzieścia lat wierzyłam w tę teorię głęboko… aż przeczytałam Twój umysł na detoksie Rafaela Santandreu.

Czytając pierwszy rozdział tej książki, jęknęłam. Autor zapewnia w nim, że każdy – nawet najbardziej pogrążony w czarnowidztwie neurotyk – może się zmienić, odzyskać zdrowie emocjonalne, a wraz z nim radość życia. Wystarczy, że odpowiednio przemebluje swoje myślenie, a pozytywna zmiana dokona się sama. Mój pierwszy wewnętrzny komentarz był mniej więcej taki: Orany. Kolejny hurra-optymistyczny, pseudo-psychologiczny poradnik o myśleniu pozytywnym. Czy jego autor zapomniał o różnicach indywidualnych? O tym, że ludzie rodzą się z określonymi predyspozycjami, a spora część z nich ma neurotyzm – wysoki poziom lęku, depresyjność, niską odporność na stres – zakodowany w genach?

Drugi rozdział książki rozwiał moje pierwsze, krytyczne wrażenie. Santandreu wyjaśnia w nim, że emocjonalna równowaga i wynikająca z niej siła psychiczna biorą się nie z braku odczuwania negatywnych emocji, ale z nie odczuwania ich w sposób przesadny. Neurotycy – ludzie nie potrafiący w pełni cieszyć się życiem – mają skłonność do dramatyzacji, czyli traktowania niefajnych zdarzeń jako „strasznych”, „okropnych”, „tragicznych”. W neurotycznym świecie zwykła grypa, krytyka ze strony szefa, samochodowa stłuczka czy brak finansów na remont domu są „okropne”. Utrata pracy, zakończenie związku czy światopoglądowa odmienność innych ludzi urastają do rangi „tragedii”. Tymczasem nawet najbardziej niekorzystne zdarzenia, same w sobie nie mają mocy odbierania ludziom szczęścia. Ludzie mają potencjał pozytywnego radzenia sobie z naprawdę trudnymi warunkami, takimi jak śmierć bliskich, terminalna choroba czy niepełnosprawność.

Jakim sposobem niektórzy z nas są szczęśliwi pomimo doświadczania istotnych ograniczeń i przeciwności losu, podczas gdy inni zadręczają się błahostkami, a napotykając poważne trudności wpadają w psychiczne czarne dziury? Epiktet, rzymski filozof, przedstawiciel stoicyzmu, twierdził, że Nie to nas dotyka, co się nam zdarza, ale to, co mówimy sobie o tym, co się nam zdarza [1, s. 24]. Wydaje się nam, że fakty – korzystne dla nas lub nie – automatycznie wywołują w nas emocje, którym musimy się poddawać. Psychoterapeuci poznawczy – Aaron Beck, Alberta Ellis, Rafael Santandreu – negują to popularne przekonanie. Ich zdaniem, nasze emocje są poprzedzane określonymi myślami, a za każdą przesadną emocją negatywną – tak, za każdą – kryje się katastroficzna myśl [1, s. 29].

Silne, negatywne, zatruwające życie emocje są wywoływane irracjonalnymi myślami typu Zwolnili mnie z pracy – to straszne!, Moje dziecko nie jest prymusem – to okropne, jak poradzi sobie w życiu?. Myśli takie są irracjonalne, bo:

  • Przesadne, więc nieprawdziwe.

  • Bezużyteczne, gdyż nie prowadzą do rozwiązywania problemów.

  • Powodują zbędne emocjonalne cierpienie.

Podłożem irracjonalnych przekonań jest filozofia życiowa, zgodnie z którą do szczęścia potrzebujemy:

  • Od siebie: skuteczności, doskonałości – młodości, atrakcyjności, kompetencji itp.

  • Od innych ludzi dobrego traktowania: szacunku, sprawiedliwości, miłości.

  • Od świata, życia: braku przykrych niespodzianek, sprzyjających okoliczności.

Filozofia życiowa oparta na przymusie realizowania powyższych potrzeb jest wytworem współczesnej zachodniej kultury, która zanurza nas w wyobrażeniach nieograniczonych indywidualnych możliwości i nieustającego komfortu. Wysysamy tę filozofię z mlekiem żyjących w tej kulturze matek, przejmujemy ją od „chcących dla nas dobrze”, nadmiernie wymagających ojców. Wchłaniamy ją oglądając telewizję i buszując w Internecie. Uczymy się o niej w szkołach i na wykładach, przekonujących nas do prawdziwości teorii Maslowa. Czytamy o niej w psychologicznych poradnikach i podręcznikach. Efekt bezkrytycznego przejmowania i wyznawania filozofii przymusu zaspokajania licznych potrzeb Santandreu nazywa chorobą wymaganiową. Jej przejawami są myśli typu:

Muszę mieć dobrą pracę…

Muszę mieć własny dom…

Powinnam dobrze wypaść na tym spotkaniu…

Muszę wyrazić swoje poglądy jak najlepiej…

Muszę ładnie wyglądać…

Moi rodzice mnie potrzebują…

Muszę mieć męża, na którym mogę polegać...

Mojej partnerce nie wolno mnie zdradzić…

Potrzebuję być kochany...

Muszę mieć dziecko…

Moje dzieci muszą uczyć się co najmniej tak dobrze jak ja…

Moi współpracownicy muszą cenić mnie tak, jak na to zasługuję…

Moja rodzina musi mnie wspierać…

Potrzebuję więcej zarabiać...

Życie musi układać mi się dobrze...

Potrzebuję być zdrowa…

Muszę żyć w komfortowych warunkach…

…ja muszę, oni muszą, życie musi… bo jak nie – to będę nieszczęśliwa!

No i jesteśmy nieszczęśliwi – wielu z nas ponad miarę. I na własne życzenie. Zachowujemy się jak dziecko, które wymyśliło sobie, że niebo ma być różowe, po czym wpadło w rozpacz, bo ono wciąż jest błękitne. 

Życiowy partner, szacunek innych, praca, w której możemy się realizować, własny dom, ubezpieczenie emerytalne, atrakcyjny wygląd, a nawet zdrowie – fajnie je mieć, jednak żadna z tych rzeczy nie jest nam niezbędna do szczęścia. Jeśli w to nie wierzysz, przyjrzyj się ludziom, którzy ich nie mają, a są szczęśliwi – być może bardziej niż Ty. Jeśli sądzisz, że potrzebujesz tych rzeczy, bo jesteś szczególny, inny od osób, które sobie bez nich radzą – cierpisz na chorobę wymaganiową, bo oczekujesz od siebie wyjątkowości. Jeśli zdarza Ci się z powodu tego oczekiwania czuć niepokój, lęk, smutek, jakikolwiek psychiczny dyskomfort – spróbuj je porzucić!

Jasne, że każdy człowiek jest wyjątkowy. Każdy z nas ma unikalny zestaw genów i jedyne w swoim rodzaju doświadczenie. Jednak należymy do jednego gatunku – istot, które do życia i zadowolenia potrzebują wody, jedzenia i ochrony termicznej. Tylko tego. Niczego więcej. Dosłownie.

Lektura Twojego umysłu na detoksie była dla mnie niezwykła. Niezwykle otrzeźwiająca. Czytając ją czułam, jakbym szła w stronę światła, rozsuwając kolejne zasłony, zaciemniające obraz rzeczywistości. Jakbym ściągała kolejne warstwy ubrania, które przez lata krępowało moje ruchy. Jakbym przypominała sobie o prostocie życia, zawsze dla mnie oczywistej, a jednak zapomnianej. Jakbym przenikała do buddyjskiej opowieści o tym, co w życiu naprawdę istotne. Opowieść ta wydała mi się tak piękna i uwalniająca, że postanowiłam w niej pozostać.

Twój umysł na detoksie, wbrew mojemu pierwszemu wrażeniu, nie jest poradnikiem pozytywnego myślenia. To książka opisująca realne możliwości głębokiej, dobroczynnej życiowej zmiany, i dostarczająca służących temu, konkretnych narzędzi. Napisana jasno i lekko, jest też świetnie przetłumaczona [2] i zredagowana. Jej czytanie było dla mnie więcej niż przyjemnością – było intelektualną i emocjonalną przygodą. Polecam ją wszystkim poszukiwaczom szczęścia.

 

[1] Santandreu R. (2015). Twój umysł na detoksie. Czyli jak nie zatruwać sobie życia. Warszawa: MUZA S.A.

[2] Tłumaczce, Joannie Kuhn, serdecznie dziękuję za przypis na stronie 38, wyjaśniający używanie formy męskiej: „dla ułatwienia lektury przyjęłam, że wszędzie tam, gdzie tekst autorski dotyczy i kobiet, i mężczyzn albo gdy płeć podmiotu nie wynika z kontekstu, podmiotem domyślnym jest „człowiek”. Takie dostrzeżenie kobiecej podmiotowości jest w wydawanych w polskim języku książkach rzadkie, choć ważne dla budowania społecznej równości.

Anna Tylikowska

Konsultuję, doradzam, wspieram. Wykładam i szkolę. Przyglądam się, dotykam, smakuję. Dziwię się, pytam, nasłuchuję. Kontestuję, sprawdzam, akceptuję. Oddycham. Kocham stado, w którym żyję. Kocham słońce i księżyc. Ziemię i wodę. Wiatr i ciszę.

ania@integralnie.pl | tylikowska | 501 575 071

Więcej w tej kategorii: « Atlas chmur, mapa miłości

Dodaj komentarz do tego wpisu

Czujesz - sądzisz, że możemy coś dla Ciebie zrobić?

Bądźmy w kontakcie!