Więcej konkretów!

Temple Grandin. Rzadko doświadczam czyichś słów z taką mocą.

Temple – tak o niej myślę, posługując się imieniem, z szacunkiem i zarazem czułością – jest dla mnie postacią wyjątkową. Bo ze swojego autyzmu, w którym mogłaby się beznadziejnie zanurzyć, uczyniła siłę. I to siłę wielką, oddziałującą na wiele istnień.

Po pierwsze, Temple swoimi działaniami wspiera ludzi autystycznych i ich rodziny – pokazując im, że można. Można żyć dobrze, konstruktywnie, nawet w bardzo niesprzyjający okolicznościach. Temple robi to od dziesięcioleci, począwszy od czasów mało tolerancyjnych dla wszelkich psychospołecznych odmienności.

Po drugie, aktywnie i systematycznie pracując „u podstaw”, Temple poprawia warunki bytu zwierząt hodowlanych. Obserwuje je, bada, stara się zrozumieć, wykorzystując specyfikę swojego umysłu. Po czym projektuje pro-zwierzęce innowacje, które wprowadza w życie dzięki temu, że jeździ, puka do drzwi, spotyka się z ludźmi, niestrudzenie wyjaśnia. Robi to autystka! I jest w tym niesamowicie efektywna.

W trakcie pewnej dyskusji dotyczącej teorii praw zwierząt usłyszałam, że Temple Grandin „kolaboruje” z mięsnym przemysłem. Poczułam głęboką niezgodę na takie postawienie sprawy, degradujące działania Grandin na rzecz podniesienia jakości życia zwierząt ubojnych, które jadamy (my i nasze ulubione, wybrane – lepsze? – zwierzęta domowe). Temple współpracuje z rzeźniami, i to na wielką skalę – to fakt. Dla mnie jednak ta współpraca jest bardziej jak zbawianie niż kolaboracja. Dlaczego?

Bo Temple „kładzie ręce” na sprawach, którymi się zajmuje. Wie, że jest zwierzęciem, które – po wypróbowaniu wegetariańskiej opcji – jednak innych zwierząt do jedzenia potrzebuje. Nie udaje nikogo, kim nie jest. Nie przesiaduje w kawiarniach dyskutując o światach idealnych. Nie ignoruje. Przy całej swojej atencji wobec zwierząt i wiedzy o nich zgadza się na to, kim jest – na bycie zwierzęciem, które zjada inne zwierzęta. Będąc takim zwierzęciem, i jednocześnie człowiekiem, stara się – jak najbardziej realnie – dbać o możliwie humanitarne zabijanie innych stworzeń. Temple wyciska z rzeczywistości tyle, ile potrafi. Mimo niemałych, rozwalających inne ludzkie serca i głowy, ograniczeń.

Temple Grandin. Zwierzę. Człowiek. Autystka. Zaklinaczka krów. Moja bohaterka. Nie tylko sobie życzę takiej prężności psychicznej, jaką ten Człowiek sobą prezentuje.

Polecam jej wykład o autyzmie. O różnych typach umysłowości – wszystkich potrzebnych naszemu światu. O ludziach i pozostałych zwierzętach. O niej samej.

Temple Grandin: The world needs all kinds of minds.

W wykładzie Temple mówi tyleż o możliwościach naszych umysłów, co ich ograniczeniach. O ludzkiej, nadmiernej skłonności do abstrakcji. W której często się zanurzam – bo, po prawdzie, nie mam nic przeciwko kawiarnianym / akademickim dyskusjom.

Temple zatowarzyszła mi dzisiaj mocno pewnie dlatego, że:

myję – ściany, nie naczynia – maluję – gipsuję – szlifuję – lakieruję – znowu ściany: maluję – matuję podłogę – ponownie lakieruję...

i tak od wielu, wielu dni. W efekcie, poczułam co znaczy getting away from doing hands-on stuff  (unikanie zajmowania się konkretami, sprawami praktycznymi), o którym mówi Temple. Poczułam jak kiepsko robi mi codzienne nadmierne zanurzenie w świecie idei.

Zazwyczaj, pogrążona w literach i myślach – w czytaniu, przygotowywaniu się do zajęć, notowaniu, pisaniu – tęsknię za pracą fizyczną. Teraz odwrotnie – marzę o pracy intelektualnej.

Ściany z fioletowych, zielonych, żółtych i różowych zmieniłam na białe. Po zerwaniu paneli wyszlifowałam drewnianą podłogę, do której się usmiecham (bo od szlifierki kątowej jest dziko, wzruszająco nierówna). Obserwując namacalne efekty swoich działań, odczuwam trudną do opisania satysfakację

Jednocześnie jestem zmęczona. Fizycznie wyczerpana. Zaczynam rozumieć, dlaczego ludzie obrali taki – intelektualny – kierunek ewolucji.

Nie rozumiem jednak – nie w pełni – dlaczego obraliśmy ten odcieleśniający, abstrakcyjny kierunek rozwoju tak radykalnie. Bo pomimo bólu nadgarstków, spowodowanego intensywnym machaniem pędzlem, jestem szczęśliwa. Czuję się nakarmiona – psychiczne, duchowo. Fizycznie. Ból kręgosłupa, powodowany ślęczeniem nad laptopem, ustał.

Temple mówi, że warto angażować się w konkretne, praktyczne działania, bo pozytywnie „nakręcają”. Zgadzam się! Całą sobą i swoimi przyległościami. Dodając, że konkretne działanie nie jest przeciwieństwem „bujania w obłokach”. Umysły rozkwitają w konkretach – w ciele, realnym działaniu. Działania zyskują dzięki emocjonalno-intelektualnemu przetrawieniu. I dzięki nic-nie-robieniu – dzięki Pustce: konkretowi nad konkretami!

Liczy się równowaga. Nawet jeśli na co dzień, wsłuchani w „odgórne”, kulturowe przekazy, wpatrzeni w ekrany, mamy kłopot z jej utrzymaniem.

Anna Tylikowska

Konsultuję, doradzam, wspieram. Wykładam i szkolę. Przyglądam się, dotykam, smakuję. Dziwię się, pytam, nasłuchuję. Kontestuję, sprawdzam, akceptuję. Oddycham. Kocham stado, w którym żyję. Kocham słońce i księżyc. Ziemię i wodę. Wiatr i ciszę.

ania@integralnie.pl | tylikowska | 501 575 071

Media

http://www.ted.com/talks/temple_grandin_the_world_needs_all_kinds_of_minds/transcript?language=pl
Więcej w tej kategorii: Wegetarianizm a drapieżnictwo »

Dodaj komentarz do tego wpisu

Czujesz - sądzisz, że możemy coś dla Ciebie zrobić?

Bądźmy w kontakcie!